czwartek, 2 stycznia 2014

KORNEL MAKUSZYŃSKI - biografia i bibliografa

Kornel Makuszyński, urodzony się 8 stycznia 1884 roku w Stryju, był jedynym synem, a siódmym z kolei dzieckiem Julii z Ogonowskich i Edwarda Makuszyńskiego, emerytowanego podówczas pułkownika wojsk austriackich, pisarza gminnego kancelarii urzędu w Brzozowej koło Krosna, urzędnika galicyjskiego. Ojciec osierocił rodzinę, gdy Kornel miał 10 lat.

Makuszyński młodość spędził we Lwowie. Tu kształcił się w gimnazjum i studiował w Uniwersytecie im. Jana Kazimierza na Wydziale Filozoficznym. Tu przed I wojną światową pracował też jako kierownik literacki Teatru Miejskiego.

środa, 4 grudnia 2013

C.S. Lewis "Książę Kaspian"

Po raz drugi przekroczyłam granice cudownej krainy. Ponownie spotkałam się z czwórką rodzeństwa, lwem Aslanem i całą niesamowitą, czarującą gromadą zwierząt, które mówią jak człowiek, myślą jak człowiek, a co najważniejsze - pokazują człowiekowi, co to znaczy przywiązanie do tradycji i swego miejsca w świecie. I mimo iż poprzednią przygodę przeżyłam ponad rok temu, już po kilku stronach drugiej części "Opowieści z Narnii" jak żywo wróciły do mnie wspomnienia tamtych chwil. Żałuję, że tak długo musiałam czekać na spotkanie z bohaterami książki. Dlaczego? Powodów jest sporo...

Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja siedzą na peronie i czekają na pociąg, który zawiezie ich do szkoły. Zaczyna się właśnie semestr jesienny. Od przygody w Narnii mija rok, lecz oni wciąż wracają do niej wspomnieniami. Nagle wszyscy po kolei zaczynają odczuwać dziwne szarpnięcia. Znikają z peronu, by po chwili pojawić się w jakimś dziwnym nieznanym lesie. Moment zastanowienia i... ależ tak, to Narnia! Tylko co oni tu znowu robią...? Wkrótce dowiadują się jaki jest cel ich wizyty. W tej niezwykłej krainie minęło już 1300 lat, zmieniła się więc nie do poznania. Po zamku Ker-Paravel pozostały tylko nieliczne ruiny, okrążone ze wszystkich stron dziką puszczą. Dopiero spotkanie z karłem Zuchonem wyjaśnia całą zawiłą sytuację. Narnię opanowali ludzie - Telmarowie, a prawowity następca tronu - Kaspian, chcący przywrócić panowanie istotom pierwotnie tu mieszkającym, toczy zaciekły bój ze swym wujem Mirazem. Zadaniem czwórki dawnych królów i królowych Narnii jest pomoc Kaspianowi w zwyciężeniu silnego wroga. Tylko w jaki sposób czwórka młodych ludzi ma dokonać tego cudu... Przydałby się Aslan, tylko gdzie on się podziewa i czy jeszcze istnieje...?

Tak pokrótce można by streścić fabułę książki. Nic jednak nie jest w stanie oddać cudownego (prostego lecz bajecznie czarującego) języka, jakim została napisana. S.C. Lewis stworzył niezwykły świat i zapewne znalazł wśród dzieci i młodzieży wielkie uznanie, zwłaszcza poprzez trzymanie czytelnika w ciągłej niepewności i wieczną chęć dowiedzenia się, co stanie się na następnej stronie. Przyznam szczerze, że i mnie zdarzyło się kilka razy oczekiwać w napięciu na przebieg wydarzeń. 

Narnia to barwna i pełna przygód kraina. Warto ją odwiedzić niezależnie od wieku, lecz przede wszystkim zachęcam do tego dzieci oraz młodzież. "Opowieści z Narnii" zdecydowanie sprawiają, że w każdym młodym człowieku rodzi się miłośnik czytania. Ja na pewno polecę tę lekturę swoim dzieciom, do czego serdecznie namawiam też innych rodziców, ciocie i wujków, dziadków i babcie. A kto będąc dorosłym jeszcze nie poznał przygód czwórki rodzeństwa i ich przyjaciół (a do tego grona zaliczam się też ja) niech zrobi to natychmiast! Naprawdę warto!

C.S. Lewis - "Podróż 'Wędrowca do Świtu'"

W trzeciej części przygód w magicznej krainie Narnii bierze udział tylko dwoje spośród czwórki rodzeństwa Pevensie - Łucja i Edmund (zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią lwa Aslana w poprzedniej części). Dołącza do nich niesforny kuzyn, Eustachy Klarencjusz Scrubb. Och, co to za kuzyn! "Eustachy Klarencjusz lubił zwierzęta, zwłaszcza żuki, jeśli były martwe i przybite szpilkami do kartonu. Lubił książki, jeśli tylko były pełne tak zwanych informacji oraz zdjęć zbiorników na zboże albo tłustych, zagranicznych dzieci uczących się we wzorcowych szkołach. (...) Lubił (...) przewodzić i pastwić się nad innymi, a chociaż był tylko małym, słabowitym chłopcem (...) wiedział, że jest wiele sposobów dokuczania ludziom, jeśli się jest w swoim własnym domu, a oni są tylko gośćmi."* Tak opisuje Eustachego narrator. Takie też zdanie mają na ten temat Łucja i Edmund, którzy zostali zmuszeni do spędzenia wakacji w domu, którym rządził ich kuzyn. 

Jak się niebawem okazało, dzieci nie musiały długo czekać na kolejną wyprawę do Narnii, niestety, wraz z nimi znalazł się tam także Eustachy... Ale od początku - jak do tego doszło? Wszystko przez obraz w sypialni Łucji, przedstawiający żaglowiec na wzburzonym morzu. Gdy Łucja dochodzi do wniosku, że statek ten bardzo przypomina jej magiczną krainę, nagle obraz zmienił się z rzeczywistość i dzieci w jednej chwili znalazły się na pokładzie. Spotkały tam Kaspiana, króla Narnii i dowiedziały się, że minęły trzy lata, odkąd ostatnio odwiedzili swoje dawne królestwo. Teraz nowy król wybiera się w podróż poszukiwawczą - chce odnaleźć siedmiu baronów, których wuj Miraz zmusił do udania się statkiem na Wschód. Kaspian marzy jednak o jeszcze jednej rzeczy - odnalezieniu Krainy Aslana, znajdującej się na Końcu Świata. Czy te marzenia się spełnią? Miejmy nadzieję.


Przygód w bród, można by powiedzieć. Jak morze, to i sztorm, burze, wichury. Jak wyprawa, to i dążenie do celu, a przy okazji odkrywanie nowych zdumiewających wysp. A jeśli dołożymy do tego magiczny świat Narnii, to i potwór morski, i niewidzialni ludzie, i czarodziej też się znajdzie.

Czytałam wiele recenzji i opinii wychwalających tę część "Opowieści z Narnii". Mówi się nawet, że to najlepsza część. Niestety nie podzielam tej euforii i chyba nawet wiem dlaczego. Znam winowajcę, a jest nim wydawnictwo PAX. Gdy wzięłam książkę do ręki i dostrzegłam, że jest moją rówieśniczką, poczułam lekką konsternację. Książka to książka - cóż się może zdarzyć... A jednak. Wypowiedzi bohaterów typu "do diabła" (słowa Kaspiana) jakoś w ogóle nie pasowały mi do bajki dla dzieci. Do tego częste literówki. No nie wiem, ale nastawiłam się na nieco inny odbiór. 

Poza tym jednak nie mam żadnych zastrzeżeń. Ilość przygód i ciekawych zwrotów akcji (jak na bajkę dla dzieci) spora, ale porządnie opisana i podawana w odpowiednich dawkach. Daję tej książce solidne 5, ale żałuję, że wybrałam akurat egzemplarz wydawnictwa PAX. 

wtorek, 26 listopada 2013

"Śpiewacy" Iwan Turgieniew

...Niewielka wioska Kołotowka, ongiś posiadłość pewnej obywatelki ziemskiej, którą za rezolutny i czupurny charakter przezwano w okolicy Stryganichą (prawdziwe jej nazwisko pozostało nieznane), a dzisiaj własność jakiegoś petersburskiego Niemca, leży na stoku gołego wzgórza, od góry do dołu przeciętego strasznym wąwozem, który ziejąc jak otchłań, wije się głęboką rozpadliną samym środkiem ulicy i skuteczniej niźli rzeka - przez rzekę można przynajmniej przerzucić most - rozdziela dwie strony ubogiej wioseczki...*

Ileż to już razy obiecywałam sobie, że nie sięgnę więcej po literaturę rosyjską..? Mimo to od czasu do czasu łamię to postanowienie, no i mam za swoje... (o ile w przypadku utworu Turgieniewa było to tylko 20 stron, o tyle inna powieść rosyjska, którą czytam niestrudzenie od prawie 3 miesięcy, to już nie lada wyczyn:)). To niesamowite, że literatura każdego kraju ma w sobie coś tak niepowtarzalnego i charakterystycznego, że bardzo często zdarza mi się szukać utworów i autorów właśnie pod kątem kraju, z którego pochodzą. Stąd wiem na pewno, że gdy sięgnę po literaturę francuską, na 90% zainteresuje mnie, zachwyci lub chociażby wzbudzi pozytywne emocje. 

Wracając jednak do opowiadania I. Turgieniewa. Cóż, sama nie wiem, co mogę o nim napisać. Sam tytuł wskazuje, iż bohaterami utworu są śpiewacy. Tak, to prawda. Narrator, bardzo uważny obserwator życia w wiosce Kołotowce, prowadzi nas do niewielkiego szynku "Przytulnego", gdzie odbywać się mają zawody w śpiewaniu (nie wiem jak to inaczej opisać - na pewno nie jest to karaoke!). Naprzeciw siebie stają dwaj wytrawni śpiewacy: Jaszka Turek i Jakub przedsiębiorca. A rozstrzygnąć o losach konkursu mają stali bywalcy szynku. Ot i cała historia. Oczywiście jeden z nich wygrywa, otrzymuje nagrodę, dzieli się nią z publicznością... Jeśli mam być szczera - opowiadanie o niczym. 

I. Turgieniew jest zapewne bardzo dobrym pisarzem, piękne i strasznie długie opisy przyrody, niezwykły dar obserwacji tego, co ludziom w duszy gra i całkiem ciekawy styl. Rodzi się tylko jedno pytanie - po co wydawać pojedyncze, nic nie znaczące opowiadanie, które nie budzi żadnych emocji, nie charakteryzuje się niczym specjalnym i sprawia, że człowiek przez kilka chwil siedzi przykuty do fotela i nie może powrócić do realnego świata? Po co?! Na pewno nie po to, by zachęcić do sięgnięcia po większe zbiory opowiadań tegoż autora. Mnie absolutnie to nie zachęciło...Wręcz przeciwnie. 

Cóż mogę jeszcze dodać... Sięgnęłam po to opowiadanie z powodu jubileuszu urodzin autora, no i trochę też z ciekawości. Do ostatniej strony liczyłam na to, że coś się wydarzy. No ale się przeliczyłam. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że literatura rosyjska nie jest bliska memu sercu i dam sobie z nią spokój. Przynajmniej na jakiś czas. Długi czas...    

...- Antropka-a-a! - wciąż jeszcze dźwięczało w powietrzu pełnym nocnych cieni...*

* Zaznaczone cytaty to pierwsze i ostatnie zdanie powyższego opowiadania

niedziela, 24 listopada 2013

"Tętniące serce" Selma Lagerlof


Wyd. Wolnelektury.pl

Wiele już czytałam powieści o miłości rodzicielskiej. Wiele łez wylałam przy tego typu historiach, gdyż przeważnie sytuacje opisywane przez autorów okazywały się skrajnie patologiczne (niekoniecznie w negatywnym sensie). Jednak opowieść szwedzkiej pisarki, bądź co bądź laureatki Nagrody Nobla, wywarła na mnie niesamowite wrażenie, a łezka się w oku nie zakręciła. Jak to możliwe? Pytam dotąd sama siebie :)

S. Lagerlof wzięła na warsztat nietypowy temat - tacierzyństwo. Wątek, który w dzisiejszych czasach byłby czymś normalnym lub też czymś pożądanym, sto lat temu musiał wywołać skrajne emocje.Być może dlatego właśnie autorka wybrała tak specyficzny sposób opisu historii Jana Andersona i jego córki Klary Finy Gulleborgi. Za chwilę postaram się wyjaśnić dokładniej, o co mi chodzi, choć nie jestem pewna, czy będę potrafiła w pełni oddać to, co kłębi mi się w głowie.

Czy można zwariować z miłości? Oczywiście! Tylko jeśli do takiego stanu doprowadza swego ojca maleńka nowo narodzona istotka, to musi być coś wyjątkowego. Gdy po całym dniu oczekiwania siedzący w drewutni, wyziębnięty, głodny i zły mężczyzna dowiaduje się, że ma córeczkę, jego reakcja jest poniekąd zrozumiała. Nie ma ochoty na spotkanie oko w oko z nowym członkiem rodziny. Ale coś w nim pęka, wchodzi do izby i... Zmienia się cały jego świat. Jan szaleje na punkcie swej córeczki. Od tej chwili spędzi z nią każdą możliwą chwilę, będzie ją wspierał w najtrudniejszych chwilach, będzie nadstawiał za nią karku, przekaże jej wszelką znaną mu (biednemu wyrobnikowi ziemskiemu) wiedzę i nie pozwoli jej nikomu skrzywdzić. Nikomu!

Klara Fina Gulleborga także kocha swego ojca. Podąża za nim krok w krok. To on pokazuje jej nieznany dotąd świat, zapoznaje ją przyrodą, innymi ludźmi, bliższą i dalszą rodziną. To jemu Klara zwierza się ze swych tajemnic. I dzięki niemu staje się piękną, inteligentną i stanowczą kobietą. Stanowią idealny tandem, nie wierzą, by cokolwiek mogło zepsuć ich relacje. Gdy więc nadchodzi dzień, w którym rodzina Andersonów staje przed najważniejszym w życiu problemem (nowy właściciel ziemi, na której stoi ich chatka, domaga się jej zapłaty), Klara Fina bez chwili wahania prosi rodziców o pozwolenie na wyjazd, a oni przystają na to. I to jest początek końca. To jest moment, który na zawsze zmieni losy trojga (nie zapominajmy także o matce) kochających się ludzi.

Wspaniale opisana historia, piękna, klimatyczna. Czuć tu chłodny i szorstki klimat Skandynawii, czuć gorące, bijące głośno serca. Słychać szum morza i echa gór, widać gęste lasy i nieskalaną ręką człowieka przyrodę. A wszystko to w klimacie baśni, która przeradza się w powieść z krwi i kości dopiero w ostatnich rozdziałach. Praktycznie od samego końca sądziłam, że jest to książka dla dzieci i młodzieży. Finałowe sceny zmieniły jednak zupełnie moje wyobrażenie na temat stworzonej przez S. Lagerlof historii. 

Uwielbiam takie książki, takie baśnie dla dużych dzieci... Coraz częściej zachwycam się literaturą szwedzką. Odkryłam ostatnio, że nie tylko kryminały, nie tylko sensacje i thrillery są domeną szwedzkich pisarzy. O nie! I mam nadzieję, że coraz częściej trafiać będę na perełki literatury skandynawskiej. A jeśli na nie trafię - na pewno wam o tym opowiem!

czwartek, 14 listopada 2013

Wyniki ankiety - Jubilaci 2014

Kochani!

Bardzo dziękuję wszystkich, którzy zechcieli wypełnić ankietę dotyczącą wyboru literackich Jubilatów 2014 roku. Ankietę wypełniło tylko (lub też aż) 20 osób. Szczerze mówiąc liczyłam na nieco większą pomoc, ale i tak nie jest źle. Na początku podam imiona i nazwiska szczęśliwców oraz liczbę głosów na nich oddanych, potem podam ostateczną listę Jubilatów 2014 w kolejności daty urodzin.

LISTA POLSKA (16 Jubilatów):
Julian Tuwim (8), Waldemar Łysiak (8), Jacek Dukaj (8), Tadeusz Żeleński Boy (7), Stefania Grodzieńska (7), Hanna Ożogowska (6), Magdalena Samozwaniec (4), Maria Kruger (4), Zbigniew Herbert (4), Wojciech Cejrowski (4), Jarosław Iwaszkiewicz (3), Marek Hłasko (3), Maria Nurowska (3), Rafał A. Ziemkiewicz (3), Martyna Wojciechowska (3)

LISTA ŚWIATOWA (15 Jubilatów):
William Shakespeare (10), Tove Jansson (10), Kazuo Ishiguro (9), Bernard Cornwell (8), Lucy M. Montgomery (7), Julio Cortazar (7), Oscar Wilde (5), Graham Greene (5), Kobo Abe (5), Alexander Dumas syn (4), Dan Brown (4), Voltaire (3), Pablo Neruda (3), Diana Jones (3), Stieg Larsson (3)


 OSTATECZNA LISTA (Polska i świat łącznie) - 31 Jubilatów:

STYCZEŃ:
Kornel Makuszyński (8.01.1884) - 130 rocznica urodzin /POLSKA/
Marek Hłasko (14.01.1934) - 80 rocznica urodzin /POLSKA/
Bernard Cornwell (23.01.1944) - 70 rocznica urodzin /WIELKA BRYTANIA/
LUTY:
Jarosław Iwaszkiewicz (20.02.1894) - 120 rocznica urodzin /POLSKA/  
Dan Brown (22.02.1964) - 50 rocznica urodzin /USA/
MARZEC:
Maria Nurowska (3.03.1944) - 70 rocznica urodzin /POLSKA/
Kobo Abe (7.03.1924) - 90 rocznica urodzin /JAPONIA/
Waldemar Łysiak (8.03.1944) - 70 rocznica urodzin /POLSKA/
KWIECIEŃ:
William Shakespeare (23.04.1564) - 450 rocznica urodzin /WIELKA BRYTANIA/
CZERWIEC:
Wojciech Cejrowski (27.06.1964) - 50 rocznica urodzin /POLSKA/
LIPIEC:
Pablo Neruda (12.07.1904) - 110 rocznica urodzin /CHILE/
Hanna Ożogowska (20.07.1904) - 110 rocznica urodzin /POLSKA/
Magdalena Samozwaniec (26.07.1894) - 120 rocznica urodzin /POLSKA/
Alexander Dumas syn (28.07.1824) - 190 rocznica urodzin /FRANCJA/
Jacek Dukaj (30.07.1974) - 40 rocznica urodzin /POLSKA/
SIERPIEŃ:
Tove Jansson (9.08.1914) - 100 rocznica urodzin /FINLANDIA/
Stieg Larsson (15.08.1954) - 60 rocznica urodzin /SZWECJA/   
Diana Jones (16.08.1934) - 80 rocznica urodzin /WIELKA BRYTANIA/
Julio Cortazar (26.08.1914) - 100 rocznica urodzin /ARGENTYNA/
WRZESIEŃ:
Stefania Grodzieńska (2.09.1914) - 100 rocznica urodzin /POLSKA/
Maria Kruger (6.09.1904) - 110 rocznica urodzin /POLSKA/
Julian Tuwim (13.09.1894) - 120 rocznica urodzin /POLSKA/
Rafał A. Ziemkiewicz (13.09.1964) - 50 rocznica urodzin /POLSKA/  
Martyna Wojciechowska (28.09.1974) - 40 rocznica urodzin /POLSKA/
PAŹDZIERNIK:
Graham Greene (2.10.1904) - 110 rocznica urodzin /WIELKA BRYTANIA/
Oscar Wilde (16.10.1854) - 160 rocznica urodzin /WIELKA BRYTANIA/   
Zbigniew Herbert (29.10.1924) - 90 rocznica urodzin /POLSKA/
LISTOPAD:
Kazuo Ishiguro (8.11.1954) - 60 rocznica urodzin /JAPONIA/
Voltaire (21.11.1694) - 320 rocznica urodzin /FRANCJA/
Lucy M. Montgomery (30.11.1874) - 140 rocznica urodzin /KANADA/   
GRUDZIEŃ:
Tadeusz Żeleński Boy (21.12.1874) - 140 rocznica urodzin /POLSKA/

Moje prywatne największe zaskoczenie - brak Jubilatów zza wschodniej granicy - Rosjan, no i brak takich nazwisk jak: Zofia Nałkowska, Stefan Żeromski, Bohumil Hrabal czy Truman Capote. Poza tym lista baaardzo mi się podoba i już nie mogę się doczekać rozpoczęcia!

Do końca grudnia postaram się nakreślić ciekawe i zwięzłe biografie oraz w miarę kompletne bibliografie, a od stycznia ruszamy pełną parą! Mam wielką nadzieję, że dołączycie choćby na chwilę :)

piątek, 8 listopada 2013

Albert Camus "Gość"

Miałam wczoraj ogromną ochotę symbolicznie chociażby uczcić 100 urodziny Alberta Camus. Przeglądałam liczne strony internetowe i na jednej z nich natknęłam się na króciutkie (10 stron) opowiadanie tegoż autora. "Gość" to jedna z nowel zawartych w zbiorze "Wygnanie i królestwo". Nie miałam niestety zbyt wiele czasu, by zdobyć więcej informacji na temat całego zbioru, etiologii jego powstania i ogólnej charakterystyki. Tak więc czytając opowiadanie wyrwane niejako z kontekstu trudno było mi wyobrazić sobie miejsce, czas i stosunki międzyludzkie tam opisane. Ale podobało mi się tam, choć zawitałam do świata Camus zaledwie na kilka minut...

... Nauczyciel patrzył na dwóch mężczyzn zmierzających w jego stronę...

Dookoła pola, które pokrył śnieg, na niebie kłębowisko chmur, pośrodku pustkowia mała szkółka, a w niej on - Daru. I jeszcze ktoś, zbliża się na koniu i ciągnie za sobą... człowieka, Araba. To komendant wlecze za sobą więźnia, Daru nie rozumie jednak, jaki jest cel ich wizyty. Wkrótce dowiaduje się, że człowiek związany sznurem zabił jednego z kuzynów. Dlaczego? Nie wiadomo, kogo to obchodzi. Morderstwo to morderstwo. Komendant przynosi rozkaz - nauczyciel musi odprowadzić więźnia do pobliskiej miejscowości - i odchodzi. Daru pozostaje z gościem sam na sam. Zapada noc. 

Co dzieje się z człowiekiem, kiedy ogarniają go ciemności? O czym myśli, co czuje? Noc potrafi zmienić w ludziach wszystko. Może ich sprowadzić na złą drogę lub wręcz przeciwnie - pokazać im dobre rozwiązanie problemu. Opowiadania Camus'a przepełnione jest symbolami. Wszystko możemy tu odczytywać na kilka sposobów. Są pola, z których ludzie zbierają przedziwne plony - kamienie. Są rozdroża, na których bohaterowie podejmują ważne dla siebie i innych decyzje. Są obcy sobie ludzie, którzy potrafią zrozumieć się bez słów, chociaż... może kompletnie siebie nie rozumieją. Nic z tym opowiadaniu nie jest zwyczajne. Szczerze przyznam, że nie potrafię go zinterpretować. Ale oczarowało mnie. Chcę jeszcze i jeszcze! 

...W tym ogromnym kraju, który tak kochał, był sam...*

A jak wy uczciliście urodziny jednego z najwybitniejszych pisarzy XX wieku? Jak reagujecie na jego twórczość? Jak ją odczytujecie? Czy lubicie jego powieści, czy wręcz przeciwnie? Jestem bardzo ciekawa Waszych odpowiedzi!

środa, 23 października 2013

Zmiany w zasadach zabawy i wielka prośba!!!

Drogie blogerki, drodzy blogerzy!

Jak większość z was wie, od kilku miesięcy zachęcam was do udziału w zabawie (wyzwaniu) o wdzięcznej nazwie JUBILEUSZOWE LEKTURY. Ponieważ otrzymałam kilka informacji o tym, że miesiąc czasu na odnalezienie i przeczytanie czegoś stworzonego przez danego Jubilata, to zbyt krótki i obciążający termin, postanowiłam zmienić nieco zasady tej zabawy. 

A MIANOWICIE: od 1 stycznia 2014 chciałabym zaproponować listę kilkunastu polskich i kilkunastu zagranicznych autorów - Jubilatów, którzy świętować będą przez okrągły rok. 

I tu zaczyna się druga część mojego posta, czyli WIELKA PROŚBA! Abyście byli tak łaskawi i wypełnili ankietę [KLIK], dzięki której pomożecie mi wybrać Jubilatów, z którymi świętować będziemy w przyszłym roku. Jest to ankieta wielokrotnego wyboru, a więc możecie zaznaczyć dowolną liczbę odpowiedzi. Oczywiście nie jest to jednoznaczne z zapisaniem się do zabawy i obowiązkowym przeczytaniem czegokolwiek. Wypełnienie tej ankiety zajmie Wam około 5-7 minut. Bardzo proszę - pomóżcie w potrzebie!!! Czas na wypełnienie mamy do 10 listopada. Po tym czasie chciałabym przygotować biografię i bibliografię każdego Jubilata, a to zajmuje dużo czasu...

Byłabym też wdzięczna, gdybyście link z ankietą zamieścili gdzieś na swoich blogach. W ten sposób rozprzestrzeni się i może więcej osób dowie się o zabawie lub chociażby pomoże w wyborze tych najciekawszych autorów. A jest w czym wybierać - zaręczam!!!

No to do dzieła! - Ja już wypełniłam :)

/Uwaga! Ankietę można wypełnić kilka razy:)/

poniedziałek, 21 października 2013

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa - "Dziennik Franciszki Krasińskiej"

wydawnictwo: wolnelektury.pl

... Tydzień temu, w samo święto Bożego Narodzenia, Jmć Dobrodziej ojciec mój kazał przynieść sobie ogromną księgę, w którą już od lat kilkunastu, obyczajem wszystkich niemal panów polskich, wpisuje własną ręką rozmaite publiczne i prywatne pisma...
Ależ przeżyłam niesamowitą przygodę! I to z nie byle jaką postacią... Bardzo rzadko tak wciąga mnie i porusza czyjś dziennik czy pamiętnik. Tym razem jednak Klementyna z Tańskich Hoffmanowa zaciekawiła mnie niesamowicie osobą Franciszki Krasińskiej. Nazwisko znane, a jakże, skojarzyłam z Zygmuntem Krasińskim. I jakiż to był błąd! Nie ten czas, nie to miejsce, ni ci ludzie. Na szczęście.

Spędziłam bowiem kilka przyjemnych dni w XVII-wiecznej Polsce, rządzonej przez Augusta III, barwnej, butnej, szlachtą stojącej Polsce, która w niedługim czasie miała zniknąć w map Europy. Tam poznałam młodą, wesołą osóbkę - Franciszkę Krasińską. To ona pokazała mi barwny i jakże inny od współczesnego świat szlachty, tamtejsze obycie, sposób prowadzenia konwersacji. Dzięki niej poznałam różne ciekawe zwyczaje panujące na zamkach, w pałacach i we dworach. W końcu także dzięki niej poznałam kawałek historii Polski - wszystkie bowiem informacje zawarte w pamiętniku są jak najbardziej zgodne z faktami historycznymi. Gdy dodamy do tego bardzo bogaty w opisy, nowinki, niezwykle emocjonalny i jak najbardziej osadzony w XVII wieku styl pisania - czegóż więcej nam potrzeba. Nic, tylko brać lekturę do ręki i czytać, czytać, czytać...

Kto (tak jak ja) nie zna historii Franciszki Krasińskiej, temu na pewno nie streszczę jej tu w całości. Ale zdradzić kilka faktów mogę. Otóż nasza bohaterka wiodła bardzo monotonne, aczkolwiek dla niej ciekawe życie na maleszowskim zamku, gdzie się urodziła i wychowywała pod okiem obojga rodziców. Miała trzy siostry, z których najbardziej kochała starszą Baśkę. Wkrótce po zamążpójściu Basi rodzice postanowili wysłać drugą w kolejce do ożenku Franciszkę na nauki do Warszawy. Tam pod okiem Madame Strumle uczyła się etykiety, dobrych manier, języka francuskiego, haftu i innych potrzebnych pannom na wydaniu elementów ówczesnej edukacji. Następnie trafiła do swej krewnej, księżnej, która pokazała jej wielki świat książąt i królów. Świat, który Franciszkę zgubił. Poznała tam bowiem miłość swego życia i na nieszczęście pozostała jej wierna. Ot i koniec, więcej nie zdradzę. 

Czy Franciszka Krasińska była szczęśliwa? W czasie pisania pamiętnika tak. Energia, żywiołowość, ciekawość świata wypełniały każdy zapisany w nim dzień. I gdyby nie Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, pewnie nie dowiedzielibyśmy się, jak było naprawdę. Autorka dokończyła pisany przez bohaterkę dziennik własnymi informacjami z życia Franciszki. I niestety nie były to wesołe opisy. Nieszczęśliwa miłość, potajemny ślub, odtrącenie przez najbliższych, życie z dala od męża, luksusów, bez własnego domu. Jednym słowem szczęście opuściło naszą bohaterkę wraz z nadejściem wielkiej miłości. 

Serdecznie polecam wszystkim tę lekturę! Musicie ją przeczytać, po prostu. 

...Z tych, jako z prawdziwych dzieci swoich, ojczyzna korzysta i korzystać będzie: jedni krew za nią przelewali, drudzy światłem ją bogacą, młodzi rosną na jej posługi i chwałę, a płeć żeńska cnót domowych wzory daje...*

* cytaty to pierwsze i ostatnie zdanie "Dzienników.."  

sobota, 28 września 2013

Wodospad - Joyce Carol Oates


Całkiem niezła książka, której lektura jednak wyjątkowo mnie zmęczyła.

Zaczyna się mocnym akcentem- rok 1950, nowożeńcy- Ariah i Gilbert, spędzają miesiąc miodowy nad Niagarą. Po fiasku nocy poślubnej Gilbert rzuca się do wodospadu.
Ariah jakoś udaje się pozbierać po tym wydarzeniu, ale naznaczy ono na zawsze jej dalsze życie. Uzna, że jest przeklęta, i choć niebawem uda jej się stworzyć kolejny, tym razem udany związek (z adwokatem Dirkiem Burnabym), będzie już do końca wyglądać kolejnej katastrofy, przewidywać najgorsze, wyglądać czającego się nieszcześcia.
Wszystkie jej działania mają na celu zabezpieczenie się (emocjonalne i finansowe) przed sytuacją, gdy straci także Dirka. Okazuje się zresztą, że faktycznie, w końcu traci drugiego męża, ale w sposób, którego nikt nie mógł przewidzieć.
Jednak żadne działania, które miały przygotować grunt pod najgorsze, nie uchroniły Ariah i jej trojga dzieci, przed tym , co faktycznie musieli przejść i nie ułatwiły przeżycia żałoby, utraty a potem życia bez ojca i partnera.
Mijają lata, każdy radzi sobie z tą wyrwą w ich życiu na swój sposób: Ariah- poprzez całkowite wyparcie Dirka ze świadomości i pamięci, jej synowie (każdy oddzielnie)- próbują wyjaśnić tajemnicę jego ostatnich chwil, uda się to jednak tylko najmłodszej z rodzeństwa- nastolatce Juliet.


Plusy ksiażki- wiarygodność psychologiczna- doskonale sportretowana jest główna bohaterka- jej walka najpierw z traumą po samobójstwie pierwszego męża, której nie jest w stanie przezwyciężyć, potem wyparcie części swojego ja po śmierci Dirka. Minusem tego doskonałego sportretowania bohaterki jest to, że jest wyjątkowo wkurzająca.
Człowiek czyta, i męczy się razem z ludźmi, którzy musieli z nią przebywać.
Świetnie oddane są również charaktery pozostałych bohaterów- zwłaszcza rodzeństwa Bunburych.
W przewrotny sposób książka ma pozytywne przesłanie i daje nadzieję- dla mnie kolejny plus. No i ostatni- jeśli chodzi o stosunki dzieci- rodzice bazuje raczej na pojęciu "wystarczająco dobrego rodzica" a nie skandynawskiego "rodzic musi być idealny".
Być może kogoś zainteresuje też tematyka ekologiczna.
Jeśli wydaje się wam, że dacie radę przez 450 stron obcować z wyjątkowo neurotyczną bohaterką, to polecam tę książkę.